Kołym na gruba

Czyli kołami w dół na -320m

Przez wiele, wiele lat mojego życia słuchając opowieści o górnictwie zastanawiałem się jak tam na dole to wszystko tak naprawdę wygląda? A że pochodzę z rodziny górniczej to też na każdej rodzinnej biesiadzie takich opowieści nie brakowało, dlatego też moja ciekawość rosła.
Kiedy to Tata i wujkowie "poszli" na emerytury to temat niejako ucichł a ciekawość przygasła, do czasu...
Kiedy to podczas jednej z nocnych rozmów z moją Marysią tak jakoś zeszłe na temat zabytkowej kopalni Guido. Narodził się pomysł by pojechać i zwiedzić tą kopalnie. Z racji tego, że jestem osobą słabo chodzącą to taka wycieczka bez wózka była niemożliwa. Zawsze jednak brakowało czasu, motywacji aby ten pomysł zrealizować...

Kiedy to jakiś miesiąc temu przeczytałem na Facebook-u post o tym że grupa Wycieczki Rowerowe Śląsk oraz IKRA-RYBNIK organizują wyjazd do Guido to postanowiłem tak zupełnie lajtowo napisać do kumpla: "czy dało by pojechać z wami?" Łukasz na to odpowiedział: "daj mi kilka dni bym mógł posprawdzać warunki techniczne". Po kilku dniach a było to w okolicach moich urodzin dostałem telefon: "Mariusz jedziemy".

Będąc na miejscy i właściwie czekając już na zjazd pojawiła się obawa ze strony obsługi, czy ten rower wejdzie do szoli? Obawa została bardzo szybko rozwiana a rower został dodatkowo zabezpieczony na czas zjazdu i w taki oto sposób znalazłem się na poziomie -320 metrów.
Tuż po wyjściu z szoli zastał mnie dość przerażający widok wiszącego konia i do tego dosyć mroczna historia o katorżniczej pracy koni w kopalniach. O ile wiszący koń okazał się atrapą to historia pracy koni była prawdziwa. Idąc a właściwe jadąc chodnikami kopalnianymi poznawaliśmy maszyny, urządzenia, technologie pracy wydobywczej węgla kamiennego. Większość z maszyn jakie widzieliśmy było nam prezentowanych w ruchu, czyli w kurzu, pyle i w niesamowitym hałasie.

To czego doświadczyłem podczas tego wyjazdy sprawiło, że nabrałem jeszcze większego szacunku do górniczej pracy.

Fot. Łukasz Wawrziczek
Data publikacji: 22 grudzień 2016r

Współpraca i reklama

W tym miejscu znajdują się banery do instytucji, firm, Osób prywatnych, które mnie w taki czy inny sposób wspierają...

Jeśli chcesz dołączyć do tego działu, to daj znać, napisz do mnie :) Kontakt

6000 km w ciągu dwóch lat

Kiedy to ponad trzy lata temu zrodził się pomysł i potrzeba zakupu nowego składanego roweru, to nie sądziłem, że tyle osób dołączy się do tej akcji i już po roku wyjadę na nowym rowerze. Zapewne dużą zasługę tutaj miały lokalne media które na swych łamach ten temat opisywały. Cała akcja przebiegła na tyle sprawnie, że już w grudniu ubiegłego roku na łamach Nowin było rocznie podsumowanie z użytkowania moich "nowych nóg". Dziś już mija ponad dwa lata a na liczniku ponad 6000km i o tym właśnie chciałbym tutaj opowiedzieć.

Dlaczego nowy?

No właśnie może i wielu z was pyta po co nowy skoro mam już rower? Zdrowie - no właśnie przede wszystkim muszę dbać o zdrowie i tutaj mam głównie na myśli skrzywienie kręgosłupa które niestety w ostatnich latach się pogłębiło. Aby temu zapobiegać muszę sobie zapewnić prawidłowe podparcie na całej wysokości placów. A kto tylko popatrzy na rower i trochę się zastanowi to dojdzie do wniosku iż to właśnie na plecy działa ogromna siła wywierana poprzez nogi. Jak temu zapobiegać? A no właśnie poprzez system IPS - Ideal Position System czyli system mocowania siedziska który umożliwia ustawienie kontu oraz odległości. Dzięki temu właśnie mogę dopasować optymalną pozycję.
Drugim powodem dla którego chciałem zmienić rower był fakt iż aktualny nie był składany, czyli trudno go było transportować samochodem, autobusem, a nawet pociągiem. Dwa problemy o których tutaj piszę pomogła mi rozwiązać firma AZUB z Czech która to właśnie zrobiła rower na moje indywidualne zamówienie.
Na te 6000 km składa się dziesiątki a nawet setki różnego typu wyjazdów na spacer, na różnego typu spotkania, na większe lub mniejsze wycieczki i tutaj nie chodziło oto by było jak najszybszej, jak najdalej, tylko oto by z każdego wyjazdu wynieść coś pozytywnego dla siebie, a może i dla innych :)
Wspomnę tutaj o kilku wyjazdach z rowerem i na rowerze które mi szczególnie utkwiły w pamięci:

  • Dwutygodniowy turnus w Łebie a tam np. objechać jezioro Sarbsko.
  • Listopadowy wyjazd na kilka godzin w moje ukochane Beskidy a kiedyś zajmowało mi to kilka dni.
  • Samotny (w pojedynkę) tygodniowy wyjazd na turnus do Wisły gdzie miałem możliwość poznanie wielu zakątków Wisły i okolic.
  • Zjazd na poziom -320m na kopalni Guido gdzie poznałem historię górnictwa co dało mi namiastkę wyobrażenia o trudzie pracy górnika, szczegóły tej wycieczki w kolejnym artykule...

A gdzie w kolejnym sezonie hm może sam, może z kimś, może dalej, może wyżej, a może tutaj ktoś rzuci pomysłem, lecz to już czas pokaże, po prosto odwiedzajcie, obserwujcie, podpowiadajcie... :)

Data publikacji: 20 grudnia 2016r

Współpraca i reklama

W tym miejscu znajdują się banery do instytucji, firm, Osób prywatnych, które mnie w taki czy inny sposób wspierają...

Jeśli chcesz dołączyć do tego działu, to daj znać, napisz do mnie :) Kontakt

Ciepła Rehabilitacja w Łebie

Jak co roku we wrześniu udało się pojechać na dwutygodniową rehabilitację do Łeby. Jadąc na ten turnus zastanawialiśmy się jaki on będzie, czym się wyróżni? Tutaj chcę wspomnieć, że do Łeby do tego ośrodka jeżdżę z 20 lat i każdy taki wyjazd czymś się wyróżnia, można by powiedzieć, że ma swój charakterek... :)

Jak już sam tytuł na to wskazuje ten wyjazd był po prostu "ciepły" i nie mam tu na myśli tylko pogody która nam w tym roku wyjątkowo dopisała, lecz przede wszystkim dziesiątki a może i setki rozmów z przypadkowo napotkanymi osobami. Na takim wyjeździe można spotkać Osoby z różnymi ograniczeniami psycho - fizycznymi, na różnych stanowiskach, o różnych życiowych doświadczeniach, a także o różnych światopoglądach.

Wszystko to sprawiało, że przechodząc z pokoju na rehabilitację lub posiłki a mieliśmy tego około 200 metrów nigdy się nie wiedziało na kogo się trafi i na jaki temat będzie się rozmawiać co przy mojej wadzie wymowy było prawdziwym wyzwaniem... :) Każda taka rozmowa wnosi coś pozytywnego i pozwala spojrzeć z nieco innej perspektywy na własne życie...

Pomijając już setki osób jakie się spotkało na mieście, na plaży, na wycieczkach i wracają do fizjoterapii warto podkreślić, że prawie cały ten dział był obsługiwany przez studentów. Studenci to zazwyczaj osoby młode bez doświadczenia lecz pełne entuzjazmu, empatii i młodzieńczej energii. Muszę przyznać, że będąc obsługiwanym przez taki zespół wszystkie zabiegi były wykonywane bardzo solidnie a młodzieńczy entuzjazm i podejście do życia również i nam się udzielał.

Czasami jednak była potrzeba ucieczki od tłumów. Chociaż nie było łatwo to znaleźliśmy na tyle pustą plażę gdzie mogliśmy puszczać latawca, lecz nawet w sytuacji awaryjnej gdy latawiec wpadł na wydmy to znalazły się osoby które pomogły ten latawiec uratować i jednocześnie mieliśmy okazję poznać ich sposób na urlop, na odpoczynek.

Wyjazd ten zdecydowanie był pod znakiem rehabilitacji społecznej która w moim przypadku z moją wodą wymowy jest nie mniej ważna od rehabilitacji fizycznej. Tak już na koniec chcę zaznaczyć, że nie było by tego bez was bez waszego wsparcia mojej akcji 1% za co bardzo dziękuję i zapraszam do udziału w przyszłym roku.

Data publikacji: Wrzesień 2016r

Współpraca i reklama

W tym miejscu znajdują się banery do instytucji, firm, Osób prywatnych, które mnie w taki czy inny sposób wspierają...

Jeśli chcesz dołączyć do tego działu, to daj znać, napisz do mnie :) Kontakt

5000 km rehabilitacji

Dawno tutaj nic nie wystawiałem bo sporo pedałowałem 21 miesięcy już mięło i 5000 km się zrobiło :)

Nie wiem czy to duże czy też mało lecz w takich miejscowościach na rowerze się bywało Rybnik, Żory, Wodzisław, Olza, Chałupki, Tworków, Ustroń, Wisła, Chodów i wiele innych ciekawych miejsc które trudno mi tutaj wymienić...

W takiej rehabilitacji nie byłem sam bo chociaż moja średnia szybkość jest bardzo średnia :) to jednak nie brakowało Osób które mi towarzyszyły.

Taka rehabilitacja która łączy w sobie rekreację, pasję nie była by możliwa gdyby nie "armia" ludzi którzy dołączyli się do mojej akcji "1% - Jestem Wasz Jedyny" z szczerego serca dziękuję wam wszystkim za to.

PS.
       Kto zemną jedzie dalej? :)

5000 km rehabilitacji
1
5000 km rehabilitacji
2
5000 km rehabilitacji
3
5000 km rehabilitacji
4
5000 km rehabilitacji
5
5000 km rehabilitacji
6
5000 km rehabilitacji
7
5000 km rehabilitacji
8
5000 km rehabilitacji
9
5000 km rehabilitacji
10
5000 km rehabilitacji
11
5000 km rehabilitacji
12
5000 km rehabilitacji
13
5000 km rehabilitacji
14
5000 km rehabilitacji
15
5000 km rehabilitacji
16
Data publikacji: Sierpień 2016r.

Współpraca i reklama

W tym miejscu znajdują się banery do instytucji, firm, Osób prywatnych, które mnie w taki czy inny sposób wspierają...

Jeśli chcesz dołączyć do tego działu, to daj znać, napisz do mnie :) Kontakt

Sam na sam z Beskidami

Z miłości do roweru oraz gór zrodził się pomysł samotnego wyjazdu w nasze Beskidy. Kto mnie zna i ma na uwadze stopień mojej niepełnosprawności ten powie, że jest to wręcz niemożliwe!!! W zasadzie pomysł ten chodził za mną od wielu lat, aż w końcu udało się go w tym roku zrealizować i to na dodatek wyjazd ten był połączony z rehabilitacją klasyczną. Biorąc pod uwagę moje ograniczenia ruchowe i nieprzewidziane sytuacje z którymi musiałem sobie poradzić, był to dla mnie wyjazd pod znakiem wielopłaszczyznowej rehabilitacji.

Pierwszego dnia - To właściwie dzień wielu niewiadomych, gdzie musiałem się rozpakować, ustalić plan zabiegów i rozwiązać sprawę posiłków. Tutaj tak dla przypomnienia dodam, że sama konsumpcja nie jest dla mnie sprawą łatwą... Z bagażami udało mi się wjechać na rowerze pod sam pokój; zabiegi miałem zaraz po śniadaniu i basem o dowolnej porze dnia. Dzięki uprzejmości kelnerek posiłki były mi podawane do pokoju. Mając na uwadze kilku godzinne wycieczki rowerowe poprosiłem o śniadania i obiadokolacje, posiłki te podawano mi do pokoju nawet gdy byłem jeszcze w trasie. Jak się później okazało wszystkie te ustalenia, rozwiązania były dla mnie optymalne i bardzo wygodne, na tyle wygodne, że byłem niezależny i samowystarczalny.

Drugiego dnia - Początkowo chciałem ostro zaatakować i ruszyć na "Biały Krzyż" i Skrzyczne lecz w ostateczności pojechałem w drugą stronę na dobrze znany mi szczyt - Równica w Ustroniu. Te moje wycieczki to nie wyścigi to też pozwalałem sobie na przypadkowe rozmowy, lecz gdy tylko wspomniałem o Równicy słyszałem głosy typu "uważaj bo tam wysoko" i zaraz potem pytanie o stan moich hamulców. Jak zawsze nie było łatwo lecz po kilku godzinach wysiłku czekała na mnie nagroda w postaci przepysznej szarlotki którą mogłem się rozkoszować podziwiając przepiękne widoki Beskidów.

Trzeciego dnia - Tutaj poczułem się już nieco pewniej i postanowiłem wyruszyć w nieco dziewicze jak dla mnie tereny czyli na Skrzyczne a jest to najwyższy szczyt Beskidu Śląskiego. Po wjechaniu na "Biały Krzyż" (Przełęcz Salmopolską) i zjeździe do Szczyrku odszukałem ulicę Skrzyczańską bo taką właśnie trasę wjazdu ustaliłem po wcześniejszych kilkumiesięcznych analizach tego terenu. Początek ulicy był bardzo stromy lecz pewny bo wyasfaltowany, jadąc dalej asfalt zamienił się w betonowe płyty a następnie w szuter i tutaj rozpoczął się prawdziwy dylemat. Problem polegał na tym, iż jadąc drogą szutrową o dużym nachyleniu traciłem przyczepność z podłożem. Po przejechaniu kilkuset merów taką drogą i po rozmowie z innym rowerzystą doszedłem do wniosku, że na takich oponach wyżej nie wjadę. Nie pozostało mi nic innego jak zawrócić czyli wjechać na "Biały Krzyż" od strony Szczyrku a potem do Wisły gdzie w pokoju czekał na mnie już posiłek. Tutaj co prawda nie zdobyłem szczytu, lecz po raz kolejny potwierdza się hasło, że "góry uczą pokory..."

Czwartego dnia - Po wczorajszej bardzo trudnej lecz malowniczej trasie wybrałem coś łatwiejszego, dobrze mi znanego, a wybór padł na Stecówkę. Trasa niby łatwa, bo bardzo dobrze mi znana, lecz nawet wieloletni kompan w rozmowie telefonicznej mi ją odradzał, a to ze względu na bardzo wysokie temperatury. Słuchając jednym uchem kumpla a drugim głosu rozsądku wybrałem trasę przez tamę a następnie wzdłuż "Czarnej Wisełki" wiedząc, że cień tamtych lasów oraz chłód strumienia trochę złagodzi żar lejący się z nieba. Jednak, że 300 - 400 metrów przed szczytem za zakrętem w prawo wyjeżdża się na otwartą przestrzeń. Główny nurt rzeki pozostaje gdzieś z lewej. Nachylenie tego ostatniego odcinka jest bardziej strome. Wtedy to poczułem co to znaczy żar lejący się z nieba bo wraz z nim zalewał mnie pot. Tutaj nagrodą dla mnie był widok nowego małego drewnianego kościoła i zapewnienie górala, że wszystko jest na dobrej drodze do jego ukończenia i poświęcenia...

Piątego dnia - Po kilku dniach ostrej rowerowej jazdy nadszedł dzień odpoczynku. Odpoczynek ten też był podyktowany bardzo wysokimi temperaturami. W tym dniu tak się szczęśliwie złożyło, że odwiedziła mnie moja ukochana Marysia to też mieliśmy okazję schłodzić się w rzece :). Wieczorem po upalnym dniu nadeszła bardzo gwałtowna burza która całkowicie zmieniła aurę gór...

Szóstego dnia - Jeszcze do wczoraj upał, skwar, a dziś, deszczowo, mokro wręcz chłodno. Pomimo takiej niesprzyjającej pogody wybrałem krótki lecz również atrakcyjny szlak niejako dookoła Wisły. Przez pierwsze dwa kilometry jadąc ulicą Bukową towarzyszył mi drobny deszcz lecz miałem nadzieje, że mnie opuści i tak taż się stało po dwóch kilometrach. Głównym celem tej wycieczki było dotarcie do miejsca w którym można przeczytać takie hasło (Życie Jest Grą - Świat Boiskiem "Bóg Sędzią"). Czy wiecie gdzie się znajduje to przysłowie?

Siódmego dnia - To właściwie dzień pod znakiem pakowania i wyjazdu. Tutaj dla przypomnienia byłem sam również do pakowania a, że robiłem to po raz pierwszy to też nie wiedziałem ile czasu mi to zajmie... Pomimo takich okoliczności czyli bardzo ograniczonego czasu pozwoliłem sobie na mały, szybki trip do Ustronia i z powrotem :)

W przeciągu tego tygodnia było mi dane podziwiać przepiękne widoki zdobywając kolejne szczyty naszych Polskich Beskid. Te kilka dni były pełne wyzwań i zaskakujących sytuacji w których musiałem sobie sam poradzić... Było mi dane przeżyć kilka sytuacji które trudno mi opisać. Po takim tygodniu jestem silniejszy, sprawniejszy i gotów by jechać "dalej" i "wyżej"... Taki wyjazd nie byłby możliwy gdyby nie wiele osób które dołączyły się do akcji "1% - Jestem Wasz Jedyny" którą prowadzę od kilku lat. Pamiętaj, że Ty również możesz pomóc, dziękuję :)

Data publikacji: Lipiec 2016r.

Współpraca i reklama

W tym miejscu znajdują się banery do instytucji, firm, Osób prywatnych, które mnie w taki czy inny sposób wspierają...

Jeśli chcesz dołączyć do tego działu, to daj znać, napisz do mnie :) Kontakt

114 kilometrów dookoła jeziora Goczałkowickiego

Kilka dni temu kumpel zapytał: "jaki jest twój najdłuższy dzienny dystans na rowerze jaki jesteś w stanie zrobić?". A ja, że nie tak dawno byłem w Pszczynie i zrobiłem 80km to też tak odpowiadam :)

Wobec tego kumpel wyznaczył trasę w okolice Strumienia, czyli pod jezioro Goczałkowickie. Trasa liczyła około 35km x 2 i w zasadzie poza sielankowymi terenami to tam nic szczególnego nie było, podczesz jazdy kumpel dopytywał jak się czuję, jak tam moja kondycja, aż w końcu wydusił z siebie, a może by tak nad tamę?

Już w tedy wiedziałem, że nie będzie łatwo bo przecież tama znajduje się po drugiej stronie jeziora a Jezierno ma kilkanaście kilometrów długości. Kiedy to dojechaliśmy do tamy a było już ponad 50km za nami i już był najwyższy czas by pomyśleć o posiłku typu obiad :)
Przejeżdżając przez tamę dotarliśmy do Pszczyny, do zagrody Żubrów by zjeść główny posiłek tego dnia. Stamtąd pojechaliśmy na Strumień drugą stroną jeziora tak by zamknąć pętle wokół jeziora. Będąc jeszcze na tamie wiedziałem, że będzie to rekord jednego dnia, po dotarciu do domu okazało się, że zrobiłem 114km a zajęło mi to ponad 8 godzin jazdy, Kuba dziękuję.

Przedstawiona poniższa trasa owszem nie liczy sobie stu czternastu kilometrów, bo trzeba jeszcze doliczyć dojazd do miejsca spotkania oraz drobne niespójności jakie powstały przy końcu trasy.

Fot. Kuba Tosik
114 kilometrów dookoła jeziora Goczałkowickiego
1
114 kilometrów dookoła jeziora Goczałkowickiego
2
114 kilometrów dookoła jeziora Goczałkowickiego
3
114 kilometrów dookoła jeziora Goczałkowickiego
4
114 kilometrów dookoła jeziora Goczałkowickiego
5
114 kilometrów dookoła jeziora Goczałkowickiego
6
Data publikacji: Maj 2016

Współpraca i reklama

W tym miejscu znajdują się banery do instytucji, firm, Osób prywatnych, które mnie w taki czy inny sposób wspierają...

Jeśli chcesz dołączyć do tego działu, to daj znać, napisz do mnie :) Kontakt

Ustroń, Wisła, Istebna czyli po górach na trzech kołach

Czasami jednak trzeba zadziałać pod wpływem impulsu aby taki wyjazd doszedł do skutku, tak było właśnie tym razem kiedy to kolega napisał do mnie "a może by tak na weekend do Ustronia". Wtedy też zadziałałem niejako automatycznie dzwoniąc i rezerwując nocleg. Pozostało jeszcze kilka szczegółów typu kto o której i z kim jedzie bo było nas w sumie trzech.

Z racji mojego wolniejszego tempa jazdy i obowiązków zawodowych kolegi postanowiliśmy, że ja pojadę rano a koledzy po południu i tak też się stało :)

Wyruszając w taką trasę i mając na uwadze, że będzie do przejechania średnio 60 km dziennie to trzeba zadbać oto aby mieć wodę oraz kilkaset kilo kalorii z sobą. Oczywiście do tego trochę kasy na chleb, trochę ubrań do przebrania i kilka innych drobiazgów. Właśnie mniej więcej z takim wyposażeniem wyruszyłem w trasę gdzie po kilku godzinach jazdy znalazłem się w Ustroniu nad rzeką. Wieczorem tuż po mojej kolacji tak jak to było wcześniej ustalone dołączyło do mnie dwóch kompanów, którzy w razie potrzeby towarzyszą mi już od wielu, wielu lat...

Postanowiliśmy na drugi dzień wjechać na Stecówkę, a jak Bóg da i sił wystarczy to chciałem wracać górami z Wisły do Ustronia. Jak się później okazało nie było to takie łatwe gdyż było za nami kilkadziesiąt kilometrów, w tym kilka podjazdów które ze mnie wycisnęły "siódme poty". A po zjedzonym obwitym obiedzie trudno było wsiąść na rower i dalej kręcić. Wszystko jednak szybko wróciło do normy gdy tylko zacząłem pedałować i poczułem wiatr w włosach. Bardzo mi też zależało by móc ponownie zobaczyć hasło "Życie Jest Grą - Świat Boiskiem Bóg Sędzią...", które widnieje na płocie pewnej posesji wysoko w górach, ciekawe czy wiecie czyja to posiadłość?

Po takim wyjeździe znów jestem o kilka kroków do przody by zrealizować marzenie o samotnej wyprawie w góry, choćby tylko na jeden, dwa noclegi. Jak się uda to też napiszę i o tym... ;)

Fot. Kuba Tosik, Mariusz Urbanek
Data publikacji: 11 Maj 2016r

Współpraca i reklama

W tym miejscu znajdują się banery do instytucji, firm, Osób prywatnych, które mnie w taki czy inny sposób wspierają...

Jeśli chcesz dołączyć do tego działu, to daj znać, napisz do mnie :) Kontakt

Przygotowanie do sezonu rowerowego 2016 z Kukuczką w tle

Powoli dobiega już końca tegoroczny okres rozliczeniowy. A ile mi się udało zebrać środków i na jakiego rodzaju rehabilitację to tego pewnie się dowiem na przełomie sierpnia / września. A komu przypadnie mi podziękować to z kolei będzie wiadomo dopiero pod koniec roku i to też będą tylko te osoby które pozwoliły się ujawnić w deklaracji podatkowej. Nie mniej jednak postanawiam tutaj podziękować (tak trochę w ciemno) :) wszystkim osobą które w jakikolwiek sposób mi pomogli, pomagają...

Chciałbym teraz w kilku zdaniach powrócić do ubiegłorocznej zbiorki gdyż to właśnie ona pozwoliła mi (nam) wyjechać na tegoroczny kwietniowy turnus. Klasyczne zabiegi takie jak laser, masaż, basen, hydromasaż były robione pod kontem niedawnego wypadku (lecz o tym może przy innej okazji). Zabiegi te pozwoliły mi również solidnie przygotować się do kolejnego sezonu rowerowego. Znaczna większość tych zabiegów odbywała się do południa to też nie brakowało czasu na zwiedzanie Wisły i okolic. Zapewne znajdzie się kilka osób, które domyślają się, że zwiedzając Beskidzkie zakątki robiłem to pod kontem przyszłych moich wycieczek, wypraw rowerowych i tak też właśnie było :)

Podczas tego pobytu udało nam się wyjechać na Skrzyczne który jest najwyższym szczytem Beskidu Śląskiego. Byliśmy w Jaworzynce na Trójstyku gdzie łączą się granice Polski, Czech i Słowacji. Potrzebowałem też dwóch dni by odnaleźć Izbę Pamięci Jerzego Kukuczki, a tam spotkaliśmy Żonę Pana Jerzego która znalazła dla nas czas by w przepiękny i bardzo wzruszający sposób opowiedzieć nam o jego miłości do gór...

Dlaczego o tym wszystkim piszę? A no dlatego by zaznaczyć, że mówiąc o rehabilitacji nie wolno mieć na myśli tylko tą w gabinetach fizjoterapeutycznych lecz istotniejsze dla mnie jest to co mogę osiągnąć dzięki tym zabiegom...

Jeszcze tak na koniec, w pewnym miejscu w Beskidzkich górach można zetknąć się z hasłem "Życie jest grą - świat boiskiem Bóg Sędzią" No to co? No to grajmy...

PS.
Wiem, że układ graficzny tej galerii nie prezentuje się najlepiej, lecz bardziej zależy mi na zachowaniu chronologii niż na pełnej estetyce... :)

Fot. Maria Adanowska, Kuba Tosik
Data publikacji: Kwiecień 2016r.

Współpraca i reklama

W tym miejscu znajdują się banery do instytucji, firm, Osób prywatnych, które mnie w taki czy inny sposób wspierają...

Jeśli chcesz dołączyć do tego działu, to daj znać, napisz do mnie :) Kontakt

Kamień z PTTK Rybnik

Większość moich wyjazdów rowerowych odbywam samemu dlatego też długo czekałem na ten dzień by móc wyruszyć i spotkać się z znajomymi i w tak dużej grupie. Dla mnie taki rajd to oficjalne otwarcie sezonu, chociaż sam już nie wiem czy przy obecnych zimach jakie mamy można mówić o sezonowości :) Po prostu jeździmy na okrągło ;)

Dziękuję wszystkim znajomym i uczestnikom tego rajdu, że mogłem się z wami spotkać i porozmawiać chociaż wiem, że z racji mej wady wymowy taka rozmowa bywa uciążliwa dla tego też szczególne uznanie dla Osób które chciały i miały cierpliwość mnie wysłuchać porozmawiać... ;)

Fot. Łukasza Wawrziczaka
Kamień z PTTK Rybnik
1
Kamień z PTTK Rybnik
2
Kamień z PTTK Rybnik
3
Kamień z PTTK Rybnik
4
Kamień z PTTK Rybnik
5
Kamień z PTTK Rybnik
6
Kamień z PTTK Rybnik
7
Kamień z PTTK Rybnik
8
Kamień z PTTK Rybnik
9
Data publikacji: Kwiecień 2016r.

Współpraca i reklama

W tym miejscu znajdują się banery do instytucji, firm, Osób prywatnych, które mnie w taki czy inny sposób wspierają...

Jeśli chcesz dołączyć do tego działu, to daj znać, napisz do mnie :) Kontakt